Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
8 postów 81 komentarzy

Blog Roberta Grünholz

RobertGrunholz - www.rgrunholz.wordpress.com Urodzony w 1995, od 2007 zamieszkały w Szwecji. Publicysta, bloger, działacz spółdzielczy i studencki.

(Nie)samorządna Polska

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Największym przegranym wyborów samorządowych okazał się być ponownie upartyjniony samorząd.

Dzień do mych urodzin i dzień po wyborach samorządowych, czyli wprost idealny moment na podsumowanie kolejnej już elekcji. Internetowe portale informacyjne, gazety i kanały telewizyjne mienią się od kolorowych obrazków, tabelek i diagramów. Kandydaci dziękują i tłumaczą się swoim wyborcom. Niewielu się cieszy, gdyż większość przegrała z kretesem. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, iż wyniki były całkowicie do przewidzenia. Może to jednak tylko mi tak się wydaje, gdy jest już po fakcie?

Partia rządząca zdobyła tyle głosów, ile dostarczyła jej polityka anty-uchodźcza, program 500+, media rządowe, dobra koniunktura światowej gospodarki i odważna reforma sądownictwa, nie cieszącego się wśród Polaków najmniejszym choćby zaufaniem. Samorządom nie trzeba było więc nawet niczego oferować, lecz wystarczyło trzymać się tej linii pasującej do sondażowych opinii narodu na dane tematy, by zdobyć najlepszy wynik.

Główne partie opozycyjne tradycyjnie już zgarnęły elektorat miejski, z reguły bardziej liberalny, europejski, mamiony obietnicami ,,powrotu demokracji” jakiej do tej pory pod niczyimi rządami jeszcze nie zaznał oraz łasy na pochwały o bycie światłym i nowoczesnym. Ponad to perspektywa powrotu do władzy i zagarnięcia tego wszystkiego, co obecnie trzyma w swych rękach partia rządząca, jawi się niektórym niemal jak wizja muzułmańskiego raju z 72 wiecznie dziewiczymi hurysami. Te jednakowoż są w tym przypadku zastąpione pospolitą mamoną.

Partia uchodząca za agrarystyczną, choć w rzeczywistości bardziej rodzinna niż rolnicza (albowiem to rodzinom członków tej partii żyje się z reguły najlepiej) zdobyła nie mniej, niż zazwyczaj w samorządach ma i nie więcej, niż mogła realnie w samorządach zdobyć. Z tej strony nie czekają nas żadne rewelacje, gdyż te mogłyby zagrozić powszechnej opinii o koniunkturalizmie ludowców.

Antysystemowy ruch prawicowy nie mógł liczyć na wiele, gdyż w całej Europie prawica jest generalnie rzecz biorąc mało zainteresowana kwestiami lokalnymi i regionalnymi, a Polska nie jest w tym względzie wyjątkiem. Jej członkowie uaktywniają się dopiero na parę miesięcy przed wyborami, rzadko kiedy będąc aktywnymi politykami samorządowymi, spółdzielczymi, znanymi swoim wyborcom czy chociażby własnym sąsiadom. Mają zupełnie nienowoczesne, więc niezbyt miejskie podejście do komunikacji miejskiej, ochrony środowiska czy planowania przestrzennego. Niewątpliwie jednak ich obecność w Sejmie i tym samym stały dopływ gotówki, miały niebagatelny wpływ na przyzwoitą kampanię marketingową dla najpopularniejszych twarzy ruchu.

Koalicja z jakiegoś powodu zwana lewicową, choć całe społeczeństwo pamięta jej rządy jako triumf neoliberalnej wizji Polski, tradycyjnie ma już swój stały i nudny jak flaki w oleju elektorat. Wszyscy liczący na coś Polacy o poglądach centrolewicowych wybrali głosowanie na przedstawicieli dwóch największych partii opozycyjnych albowiem ich neoliberalizm nie różni się niczym od tego ,,czerwonego”, więc i różnicy im to żadnej znowu nie zrobiło.

Bezpartyjni kandydaci mogli w końcu liczyć na nieco poparcia, choć i tak nie byli niczyimi faworytami. To właśnie z wszystkich tych rzeczy smuci mnie najbardziej, gdyż samorządy zarządzane dobrze są dopiero wtedy, gdy są bezpartyjne. Mej opinii nie podziela jednak większość Polaków, głosujących albo na znane twarze, albo na listy wyborcze lubianych przez nich partii. Tym samym osoby znające potrzeby oraz problemy swoich wsi, miast czy województw, zamykają stawkę i mają do powiedzenia z wszystkich do tej pory wymienionych zdecydowanie najmniej.

Marginalne poparcie dla kanapowych partii, które można przy odrobinie dobrej woli nazwać autentycznie prawicowymi albo lewicowymi (w porównaniu do niemal całej reszty sceny politycznej) zdobyły poparcie wyłącznie tam, gdzie zdołały wystawić paru medialnych (czyt. internetowych) kandydatów. Często nieznani swoim wyborcom, nie posiadający żadnego realnego zaplecza, ani nawet pomysłu na samorząd w Polsce, skupili się wyłącznie na zapełnieniu list przypadkowymi sympatykami, by móc wystartować gdzie się tylko da i pojawić się tym samym w powyborczych sondażach. Szkoda, że nie zrobili nic poza tym.

Największym przegranym wyborów jest więc nasz smutny samorząd. Ponownie upartyjniony, ponownie zagarnięty przez polityków o mentalności łobuzów w piaskownicy, dzielących plastikowymi łopatkami linie na piasku i gderających, gdy tylko ktoś pożyczy nieco piasku od nich. Ta mentalność sięga wszakże Pierwszej Rzeczpospolitej i demokracji szlacheckiej albo, jak można złośliwie rzec, demokracji nieprawej, której esencją było nihil novi, liberum veto, sojusz oligarchów finansowych z bankierami i kupcami przeciwko mieszczanom oraz chłopom (jakże piękny powrót do korzeni), brak poszanowania dla władzy państwowej, stanowionych praw i święte przekonanie, jakoby to każdy pan na zagrodzie sam mógł decydować o wszystkim tak daleko, jak daleko sięga jego ogrodzenie.

Polskie samorządy zostały zagarnięte w identyczny sposób, w jaki partia wygrywająca wybory przejmuje spółki Skarbu Państwa. Rzesza zawodowych polityków rzuciła się na łup i nie odda go aż do momentu kolejnych wyborów. Rządzić będzie absolutnie albowiem z zasady każda władza i każda opozycja jest w III RP absolutna. Tak więc władza robi co jej się żywnie podoba, a opozycja krytykuje wszystko dla samej idei krytykowania.

Tymczasem wyborcy powinni byli zadać swoim kandydatom jedno jedyne pytanie: co mają zamiar uczynić po wygraniu wyborów, aby samorządami rządzili obywatele, a nie jedynie ich nieliczni reprezentanci? Należało głośno domagać się powszechnych budżetów partycypacyjnych, prawa do zwoływania referendów miejskich na prośbę danej ilości mieszkańców, powszechnych audytów, a także znacznej możliwości kontroli przetargów przez niezależne organizacje obywatelskie. Należało domagać się stałego miejsca dla inicjatyw obywatelskich, spółdzielczych i sąsiedzkich, które mogłyby współdecydować z politykami o losie swoich ulic i skwerów.

Proszę teraz zastanowić się, ilu z wybranych prezydentów miast będzie w ogóle prowadzić jakiekolwiek konsultacje, ilu z nich zgodzi się na audyty, absolutnie publiczne przetargi, jawność wydatków publicznych, zarobków urzędniczych i kontroli nad rozpasanymi deweloperami?

Mogły wygrać spółdzielnie mieszkaniowe, zieleń miejska, ekologiczna i tania komunikacja miejska, bliskość usług publicznych w nowo powstających dzielnicach, nowoczesna infrastruktura i miejsca pracy. Wygrała wyłącznie wojna egoistycznej władzy absolutnej oraz równie chciwej opozycji. Ich zachłanność ponownie zapadnie nad nami niczym mrok na kolejne lata.

Oficjalny blog 

rgrunholz.wordpress.com

Oficjalny profil publiczny Facebook: https://www.facebook.com/grunholz.robert/

Robert Grünholz

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY